czwartek, 27 sierpnia 2015

Instynkt.

Widzę, że zaglądacie tu nawet jak nie ma notki. Bardzo mi miło i dziękuję. Zmieniłam ustawienia komentarzy bo wcześniej anonimowe osoby nie mogły komentować. Teraz już wszystko działa sprawnie.

Wiem, że posty jak na razie są same "mamowe" ale na pewno będą tu wpisy też nie tylko związane z dziećmi i macierzyństwem.

Dziś co nie co o instynkcie. Jako nastolatka lubiłam małe dzieci. Ich zapach, dotyk, obecność. Uśmiechałam się do maluszków mijanych na ulicy, z ciekawością zaglądałam do wózka. Z czasem kiedy to moje rówieśniczki zachodziły w ciążę trochę im zazdrościłam. Ale nie myślałam o obowiązkach tylko o posiadaniu takiego cuda. Ale przecież miałam czas.

Przyszła pora na mnie. Zaszłam w ciążę. Tuż przy końcówce naszły mnie obawy. Przecież ja nawet nie potrafię przewinąć noworodka, nie wiem jak je wziąć na ręce, jak kąpać czy ubierać. Wszyscy powtarzali, że to się "samemu" wie. Że ta cała wiedza "spływa" tuż po porodzie. I tak się stało! Po pierwszych wspólnych sekundach wiedziałam co robić, jak dać jej bezpieczeństwo. Nie potrafiłabym jej skrzywdzić, nawet przewijanie było proste. Nic w tym trudnego. Przy ubieraniu miałam problem, bałam się trochę ale kilka razy przebieranek i szybko doszłam do wprawy.

Z powodu zarażenia się bakterią Marcysia trafiła na jedną dobę na patologię noworodków. Tu przekonałam się jak instynkt kobiety jest silny. Spędziłam całą noc przy Cysi, w pokoju było 5 maluszków. W tym dwoje wcześniaczków, takich malusich. Marcysia śpi a obok płacze maluszek. Co robić? Serce nie pozwala siedzieć i czekać aż przyjdzie pielęgniarka. Więc bujam, głaszczę, nawet przewijam. Kiedy ja poszłam się zdrzemnąć to koleżanka buja Marcysie, kiedy ona ja bujam jej synka. Nie ważne czyje to dziecko, ważne żeby spało spokojnie. Gdy Marcysia płakała dzwonili do mnie a ja biegłam z pokoju prawie gubiąc nogi. Miała dopiero 2 dni a ja już wszystko bym jej oddała, całą siebie. Wszystko byleby jej nic nie brakowało. Pielęgniarki - złote kobiety. To piękne, że można mieć tyle miłości do nie swojego dziecka. Kiedy ja w nocy karmiłam Marcysie, pielęgniarka nosiła Maluszki i nuciła im, opowiadała. To wspaniałe.

Myślę, że każda kobieta ma instynkt macierzyński, który pojawi się wcześniej czy później. Choćby wcześniej nawet na oczy noworodka nie widziała to i tak będzie wiedziała co ma robić. Taka natura kobiety.

Oho! Miałam coś więcej dopisać. Ale ktoś się tu budzi z pierwszej drzemki. Lecimy na spacer. Całujemy!

4 komentarze:

  1. Prawda, prawda i jeszcze raz prawda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. trochę to u Ciebie wszystko przekoloryzowane i takie piękne, a w rzeczywistości macierzyństwo to pełno trudów i przeszkód. Choć miło się to czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jest. Ale w tym wpisie poruszałam jedynie obawy pierwszego spotkania z Maluchem. O trudach i przeszkodach na pewno zrobię osobny wpis. Pozdrawiam. :)

      Usuń
  3. takie juz jestesmy, mamy na sto procent !
    miło znowu Cię czytać :*

    OdpowiedzUsuń