Witam Was serdecznie ze świeżutkim, jeszcze gorącym postem o... rodzeństwie.
Cysia lata po dywanie więc pewnie będę pisała ten post milion godzin bo będzie mi przeszkadzała. Cóż, moja Córka jest już taka dorosła, że nie potrzebuje drzemek. :)
Mam młodszą siostrę i młodszego brata. Brat jest ode mnie młodszy o pięć lat a siostra o dwanaście. Między Nami bywało różnie. Ale dopiero teraz dojrzeliśmy do siebie. Wiem jak bardzo są dla mnie ważni, jak puste byłoby moje życie bez nich. Są lepsze i gorsze chwile. Ale dopiero teraz doceniam fakt, że są. Z siostrą miałam lepsze stosunki, była taka malusia a ja uwielbiałam się nią zajmować, jak małą laleczką. Z bratem miałam mniej wspólnego. A teraz? Brat jest bardziej "życiowy" i mamy mnóstwo tematów do rozmów, a siostra zajmuje się moją "Laleczką", czyli Marcysią.
Temat rodzeństwa dla Marcysi przewija się u Nas co jakiś czas. Raz tak, raz nie. Czasem jestem pewna, że chcę a zaraz potem, że praktycznie wcale nie chcę. Szczerze? Najlepszy moment byłby teraz, dwa lata różnicy. Moim zdaniem idealnie. Ale. Właśnie zawsze jest jakieś ale. Ja pracuje, Mąż pracuje... to moja pierwsza praca z której jestem zadowolona. Nie chciałabym znów wszystkiego wywracać. Kolejne "ale", Cysia jest spełnieniem marzeń i w pełni wypełnia potrzebę rodzicielstwa. A! I przydałby się i jeszcze jeden pokój... Może później?
Ale tak na logikę. W wieku 3 lat Cysia pójdzie do przedszkola, stanie się bardziej "samodzielna" i co za tym idzie będziemy mieli poniekąd więcej swobody. I czy wtedy będziemy chcieli znów wrócić do pieluch? Rozum podpowiada mi, że nie. Ale serce... serce myśli o tym małym, bezbronnym ciałku, o pięknej ciąży i wspaniałych kopniaczkach. Z radością powtórzyłabym to wszytko od nowa. Głównym argumentem na "tak" jest właśnie Marcysia. Oboje z Mężem mamy rodzeństwo i wiemy jak bardzo jest potrzebne. Chcielibyśmy by i ona miała takiego kompana przez życie.
Przeczytałam gdzieś, że pierwsze dziecko wychowują rodzice a drugie rodzeństwo. Ile w tym prawdy? Czasem wydaje mi się, że jeszcze za wcześnie na takie decyzje... ale może za rok, dwa nasze myślenie zmieni się o 180 stopni. Może po prostu los zdecyduje za Nas? Chyba jestem za mało zorganizowana na dwójkę dzieci. Fakt jest taki, że na chwile obecną nie planujemy kolejnego dziecka, ale chcielibyśmy je mieć.
Rodzeństwo to świetna sprawa. Na prawdę.
Waszym zdaniem jaka różnica jest najlepsza?
A jeśli są tu mamy dwójki lub więcej dzieci to jak radzicie sobie ze zwykłymi czynnościami?
piątek, 18 września 2015
poniedziałek, 7 września 2015
Wirtual.
Po pierwsze bardzo przepraszam za tak długą nieobecność ale praca i dom pochłania mi 24 h dnia. Ale już się biorę za kolejny wpis... o ile Marcysia się nie obudzi.
Dziś post poniekąd nie macierzyński. Ale tylko po części.
A! I pozdrawiam serdecznie moich sąsiadów... którzy zrobili sobie imprezkę na samym początku tygodnia. Słuchają głośno muzyki... dobrej muzyki i bujam się w rytm wygłuszonych przez ścianę hitów.
Zaczynam. Bloguję od kiedy pamiętam. Zawsze miałam kilka blogów o różnych tematach. Szkoda, że wygasły bo śmiesznie było by przeczytać co pisałam w wieku... 12 lat? Nawet jak czytam niektóre moje wpisy na photoblogu to chce mi się śmiać. Ale pamiątka to pamiątka! Uwielbiam wracać, czytać i wspominać.
Blogowałam sama dla siebie do czasu kiedy zaszłam w ciążę. W mgnieniu oka pojawiły się dziewczyny z całego kraju, które też były w ciąży. "Photoblogowe" Mamy trzymały się razem. Wspierały, doradzały... po prostu wysłuchały. Poznałam nawet dziewczyny, które miały termin porodu dzień przed, po moim. To było niesamowite. Dzięki Nim moja ciąża stała się jeszcze bardziej wyjątkowa. Delektowałam się każdym dniem, z ciekawością czytałam co u innych. Pytałam, doradzałam. Bez nich moja wyprawka byłaby zapewne przesadzona, wózek niepraktyczny a i wiedza byłaby uboższa.
Mój blog w czasie ciąży czytało kilka tysięcy osób. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że tyle osób dobrze Nam życzy i też nie może doczekać się mojego Maluszka. Będąc na porodówce dostawałam wiadomości, sms... właśnie od dziewczyn z bloga. Martwiły się, wspierały i przede wszystkim dodawały odwagi. Wiedziałam, że tyle osób czeka, myśli o Nas.
Rodzina to jedno, przecież to najbliżsi. Ale obce osoby! Obce osoby dawały tyle od siebie.
A ze śmieszniejszych rzeczy. Z obserwowanych mam znam imię każdego Maluszka. Każdego. Pamiętam mniej więcej kiedy się urodził. Kiedyś przeglądam notki, a Mąż z zaciekawieniem patrzy na zdjęcia. I pyta ile ma miesięcy itp. A ja mówię, że to Ala a to Staś, Oliwier czy Nikola, urodził się wtedy i wtedy.
Wielka szkoda, że jesteśmy tak porozrzucane po Polsce. Bo z nie jedną z nich jestem związana mocniej niż z "realnymi" koleżankami. Niestety w moich okolicach nie ma żadnej mamy. A nie! Jest chyba w Sławnie. Gdyby zorganizować takie spotkanie! Pojechałybyśmy z Cysią nawet na drugi koniec Polski!
W chwili obecnej mniej piszemy na blogu. Ale doradzamy sobie, każda ma jakąś wiedzę. Nie raz czy dwa ich wiedza ratowała mi "tyłek". Kiedy już nie wiedziałam co robić. Ale większość tych mam mam w znajomych na facebooku co ułatwia komunikacje...
Z niektórymi problemami nie dzwoniłam do mamy czy babci. Od razu hop na bloga i wciągu 5 minut miałam sprawdzoną radę. Kiedy podejrzewałam, że jestem w ciąży od razu napisałam do Patrycji. Pierwsza z mam poznanych na blogu. Byłam zielona. Kazała zapisać się do lekarza, mówiła jakie zrobić badania. Niby banał. Ale ja ciągle miałam przed oczami dwie kreski a przecież pora się otrząsnąć i lecieć do lekarza! Poznałam ich tyle, że nie jestem teraz w stanie wymienić.
Przekonałam się, że czasem obcy ludzie z daleka stają bliżsi niż znajomi, których mam na wyciągnięcie ręki. Dziękuję każdej z osobna.
I jeszcze coś! Blogowa Mama z UK, Angela wysłała mi zamówione ubrania dla Marcysi i dołączyła kartkę z napisem, "kiedy dojdzie kartka Marcysia się już pewnie urodzi". Wysłała ją dużo wcześniej, wcześniej niż poszłam do szpitala. Ale! Listonosz przyniósł paczkę tego samego dnia którego urodziłam. Przypadek! Ale jaki wyjątkowy.
Całujemy! :*
Dziś post poniekąd nie macierzyński. Ale tylko po części.
A! I pozdrawiam serdecznie moich sąsiadów... którzy zrobili sobie imprezkę na samym początku tygodnia. Słuchają głośno muzyki... dobrej muzyki i bujam się w rytm wygłuszonych przez ścianę hitów.
Zaczynam. Bloguję od kiedy pamiętam. Zawsze miałam kilka blogów o różnych tematach. Szkoda, że wygasły bo śmiesznie było by przeczytać co pisałam w wieku... 12 lat? Nawet jak czytam niektóre moje wpisy na photoblogu to chce mi się śmiać. Ale pamiątka to pamiątka! Uwielbiam wracać, czytać i wspominać.
Blogowałam sama dla siebie do czasu kiedy zaszłam w ciążę. W mgnieniu oka pojawiły się dziewczyny z całego kraju, które też były w ciąży. "Photoblogowe" Mamy trzymały się razem. Wspierały, doradzały... po prostu wysłuchały. Poznałam nawet dziewczyny, które miały termin porodu dzień przed, po moim. To było niesamowite. Dzięki Nim moja ciąża stała się jeszcze bardziej wyjątkowa. Delektowałam się każdym dniem, z ciekawością czytałam co u innych. Pytałam, doradzałam. Bez nich moja wyprawka byłaby zapewne przesadzona, wózek niepraktyczny a i wiedza byłaby uboższa.
Mój blog w czasie ciąży czytało kilka tysięcy osób. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że tyle osób dobrze Nam życzy i też nie może doczekać się mojego Maluszka. Będąc na porodówce dostawałam wiadomości, sms... właśnie od dziewczyn z bloga. Martwiły się, wspierały i przede wszystkim dodawały odwagi. Wiedziałam, że tyle osób czeka, myśli o Nas.
Rodzina to jedno, przecież to najbliżsi. Ale obce osoby! Obce osoby dawały tyle od siebie.
A ze śmieszniejszych rzeczy. Z obserwowanych mam znam imię każdego Maluszka. Każdego. Pamiętam mniej więcej kiedy się urodził. Kiedyś przeglądam notki, a Mąż z zaciekawieniem patrzy na zdjęcia. I pyta ile ma miesięcy itp. A ja mówię, że to Ala a to Staś, Oliwier czy Nikola, urodził się wtedy i wtedy.
Wielka szkoda, że jesteśmy tak porozrzucane po Polsce. Bo z nie jedną z nich jestem związana mocniej niż z "realnymi" koleżankami. Niestety w moich okolicach nie ma żadnej mamy. A nie! Jest chyba w Sławnie. Gdyby zorganizować takie spotkanie! Pojechałybyśmy z Cysią nawet na drugi koniec Polski!
W chwili obecnej mniej piszemy na blogu. Ale doradzamy sobie, każda ma jakąś wiedzę. Nie raz czy dwa ich wiedza ratowała mi "tyłek". Kiedy już nie wiedziałam co robić. Ale większość tych mam mam w znajomych na facebooku co ułatwia komunikacje...
Z niektórymi problemami nie dzwoniłam do mamy czy babci. Od razu hop na bloga i wciągu 5 minut miałam sprawdzoną radę. Kiedy podejrzewałam, że jestem w ciąży od razu napisałam do Patrycji. Pierwsza z mam poznanych na blogu. Byłam zielona. Kazała zapisać się do lekarza, mówiła jakie zrobić badania. Niby banał. Ale ja ciągle miałam przed oczami dwie kreski a przecież pora się otrząsnąć i lecieć do lekarza! Poznałam ich tyle, że nie jestem teraz w stanie wymienić.
Przekonałam się, że czasem obcy ludzie z daleka stają bliżsi niż znajomi, których mam na wyciągnięcie ręki. Dziękuję każdej z osobna.
I jeszcze coś! Blogowa Mama z UK, Angela wysłała mi zamówione ubrania dla Marcysi i dołączyła kartkę z napisem, "kiedy dojdzie kartka Marcysia się już pewnie urodzi". Wysłała ją dużo wcześniej, wcześniej niż poszłam do szpitala. Ale! Listonosz przyniósł paczkę tego samego dnia którego urodziłam. Przypadek! Ale jaki wyjątkowy.
Całujemy! :*
wtorek, 1 września 2015
Niezbędnik.
Dzisiaj trochę z innej beczki. Przedstawię to co przydało mi się z "Marcysiowej" wyprawki, a co okazało się całkiem zbędne. Przyda się to może przyszłym mamom a obecnym mamom w kwestii porównania. No to zaczynam.
Dla mamy
Koszule do karmienia - miałam dwie a przydałyby się i 4! Rodziłam w własnej koszuli, potem przebrałam się w zastępczą, która w pare godzin była mokra od kapiącego pokarmu. Te rozpinane są mega wygodne i praktyczne. Proponuję kupić 3 sztuki.
Podpaski poporodowe Bella - jak najbardziej na tak! Chłonne i wygodne.
Podkłady poporodowe - przydały się mnie tuż po porodzie a później w domu przy przewijaniu Małej.
Płyn do higieny intymnej "Biały Jeleń" - Dawał nawet trochę ulgi. Odświeżał, nie szczypał.
Mini kosmetyki - To wspaniałe rozwiązanie! Polecam Rossmanna, cała półka mini produktów.
Woda - przy porodzie nie piłam wcale! Ale po porodzie piłam ją litrami, co odwiedziny bliscy przynosili mi po dwie duże butle! Babcia gotowała mi kompot z czarnych porzeczek. Gasił pragnienie i trochę sycił.
Chusteczki odświeżające - polecam, polecam! Warto mieć.
Dla Maluszka
Śpiochy rozpinane wzdłuż - Żadne z boku, z tyłu, na dole! Wzdłuż to wielkie udogodnienie dla świeżej mamy! Mi w uratowały życie! Nie radziłam sobie z zakładaniem ciuszków przez głowę.
Pieluszki Dada - strzał w 10! Używamy do tej pory, Pampers uczulał.
W szpitalu dużo zapewniali dla Maluszka więc to tyle.
Jałowe gaziki - Używaliśmy dość długo. Do mycia buźki, okolic uszu.
Sól fizjologiczna - Polecam mieć w domu! Używaliśmy do oczek w przypadku dostania się tam mydła podczas kąpieli.
Cążki, nożyczki - Na początku używaliśmy nożyczek, ale paznokcie już co raz twardsze więc używamy cążek.
Szampon - Najpierw używaliśmy Bobini, a teraz Babydream. Jednak szczerze polecam ten pierwszy.
Mydełko - zwykłe Bambino.
Do ciała - Balsam Nivea.
Ochronnie - Przy odparzeniach i przeciw stosujemy Alantan i Sudocrem.
Chusteczki mokre - Wypróbowaliśmy mnóstwo! Ale trafiliśmy na idealne: różowe Babydream.
Proszek - używaliśmy Loveli a teraz Bobini. Oba świetne!
Wanienka - zwykła plastikowa, stawialiśmy na stole.
Bujaczek - Dzięki niemu mogłam zjeść spokojnie śniadanie. Używamy do dziś.
Łóżeczko - Jak dla mnie obowiązkowo musi być drewniane. Turystyczne mamy u Teściów i jest to dobre rozwiązanie tylko na kilka dni. Drewniane jest znacznie stabilniejsze.
Wkładki laktacyjne - W szpitalu paradowałam z pieluchami tetrowymi w koszuli więc szybko się zorientowałam jak wkładki są potrzebne.
Materac gryka-pianka-kokos - Opinie są różne, jednak u Nas sprawdza się wyśmienicie.
Termometr bezdotykowy - Przydał Nam się dopiero przy ząbkowaniu ale warto mieć.
Nasivin Soft - Na katarek najlepszy!
Syrop Paracetamol - Polecam! Szybko zbija temperaturę.
Żel Bobodent - Nie obędzie się bez niego! Pomaga przespać noc przy ząbkowaniu.
Nie piszę tu o pieluchach, szczoteczkach, wózku bo to logiczne więc pomijam i skupiam się na najważniejszych.
Butelki 150 ml - Nie używałam wcale, przydała się tylko ta jedna od laktatora.
Stanik do karmienia - Nie wygodny, bolały mnie piersi. Nosiłam zwykły, sportowy.
Śpiworek do spania - Zbędne. Mała spała w rożku.
Oliwka - Na początek polecam Emolium, potem już według uznania. U Nas od oliwki robiły się plamki na ciele.
Ręcznik z kapturkiem - Zbędne i nie wygodne. Używamy dużego, grubego ręcznika kąpielowego.
Termoopakowanie - Może ze względu na to, że karmię piersią.
Mata edukacyjna - Małej się nie podobało. Wolała leżeć na zwykłym kocyku lub rożku.
Wydaje mi się, że to wszystko. Jakby mi się coś przypomniała to edytuję wpis. Miłej nocy!
Do szpitala:
Dla mamyKoszule do karmienia - miałam dwie a przydałyby się i 4! Rodziłam w własnej koszuli, potem przebrałam się w zastępczą, która w pare godzin była mokra od kapiącego pokarmu. Te rozpinane są mega wygodne i praktyczne. Proponuję kupić 3 sztuki.
Podpaski poporodowe Bella - jak najbardziej na tak! Chłonne i wygodne.
Podkłady poporodowe - przydały się mnie tuż po porodzie a później w domu przy przewijaniu Małej.
Płyn do higieny intymnej "Biały Jeleń" - Dawał nawet trochę ulgi. Odświeżał, nie szczypał.
Mini kosmetyki - To wspaniałe rozwiązanie! Polecam Rossmanna, cała półka mini produktów.
Woda - przy porodzie nie piłam wcale! Ale po porodzie piłam ją litrami, co odwiedziny bliscy przynosili mi po dwie duże butle! Babcia gotowała mi kompot z czarnych porzeczek. Gasił pragnienie i trochę sycił.
Chusteczki odświeżające - polecam, polecam! Warto mieć.
Dla Maluszka
Śpiochy rozpinane wzdłuż - Żadne z boku, z tyłu, na dole! Wzdłuż to wielkie udogodnienie dla świeżej mamy! Mi w uratowały życie! Nie radziłam sobie z zakładaniem ciuszków przez głowę.
Pieluszki Dada - strzał w 10! Używamy do tej pory, Pampers uczulał.
W szpitalu dużo zapewniali dla Maluszka więc to tyle.
Kosmetyczne:
Octenisept - Standardowo. Polecały mi dziewczyny i położna na pierwszej wizycie. Używaliśmy do pępuszka, który odpadł 8 dni po porodzie.Jałowe gaziki - Używaliśmy dość długo. Do mycia buźki, okolic uszu.
Sól fizjologiczna - Polecam mieć w domu! Używaliśmy do oczek w przypadku dostania się tam mydła podczas kąpieli.
Cążki, nożyczki - Na początku używaliśmy nożyczek, ale paznokcie już co raz twardsze więc używamy cążek.
Szampon - Najpierw używaliśmy Bobini, a teraz Babydream. Jednak szczerze polecam ten pierwszy.
Mydełko - zwykłe Bambino.
Do ciała - Balsam Nivea.
Ochronnie - Przy odparzeniach i przeciw stosujemy Alantan i Sudocrem.
Chusteczki mokre - Wypróbowaliśmy mnóstwo! Ale trafiliśmy na idealne: różowe Babydream.
Karmienie:
Laktator ręczny Avent - Ratował mi życie wiele razy. Dobę po porodzie kiedy Mała nie umiała chwycić piersi i podczas wielu nawałów pokarmów. Polecam!Inne:
Rożek - Mega potrzebne! Osobiście mieliśmy 3. Przydał się w szpitalu jak i w domu. Później służył jako mata do ćwiczenia podnoszenia główkiProszek - używaliśmy Loveli a teraz Bobini. Oba świetne!
Wanienka - zwykła plastikowa, stawialiśmy na stole.
Bujaczek - Dzięki niemu mogłam zjeść spokojnie śniadanie. Używamy do dziś.
Łóżeczko - Jak dla mnie obowiązkowo musi być drewniane. Turystyczne mamy u Teściów i jest to dobre rozwiązanie tylko na kilka dni. Drewniane jest znacznie stabilniejsze.
Wkładki laktacyjne - W szpitalu paradowałam z pieluchami tetrowymi w koszuli więc szybko się zorientowałam jak wkładki są potrzebne.
Materac gryka-pianka-kokos - Opinie są różne, jednak u Nas sprawdza się wyśmienicie.
Termometr bezdotykowy - Przydał Nam się dopiero przy ząbkowaniu ale warto mieć.
Apteczne:
Czopki paracetamol - leżą nie ruszane, ale pielęgniarka po szczepieniu kazała się w nie zaopatrzyć.Nasivin Soft - Na katarek najlepszy!
Syrop Paracetamol - Polecam! Szybko zbija temperaturę.
Żel Bobodent - Nie obędzie się bez niego! Pomaga przespać noc przy ząbkowaniu.
Nie piszę tu o pieluchach, szczoteczkach, wózku bo to logiczne więc pomijam i skupiam się na najważniejszych.
Co się nie przydało:
Majtki jednorazowe Canpol - Nie wygodne, nie oddychające. Ginekolog zjechała mnie, że w ogóle je noszę. Kazała kupić siateczkowe, zwykłe z apteki.Butelki 150 ml - Nie używałam wcale, przydała się tylko ta jedna od laktatora.
Stanik do karmienia - Nie wygodny, bolały mnie piersi. Nosiłam zwykły, sportowy.
Śpiworek do spania - Zbędne. Mała spała w rożku.
Oliwka - Na początek polecam Emolium, potem już według uznania. U Nas od oliwki robiły się plamki na ciele.
Ręcznik z kapturkiem - Zbędne i nie wygodne. Używamy dużego, grubego ręcznika kąpielowego.
Termoopakowanie - Może ze względu na to, że karmię piersią.
Mata edukacyjna - Małej się nie podobało. Wolała leżeć na zwykłym kocyku lub rożku.
Wydaje mi się, że to wszystko. Jakby mi się coś przypomniała to edytuję wpis. Miłej nocy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)