wtorek, 25 sierpnia 2015

Być kobietą.

Szczerze mówiąc po porodzie zatraciłam część swojej kobiecości. W czasie ciąży nie ubierałam się luźno, uwielbiałam eksponować mój brzuszek. Byłam z niego dumna. A po porodzie? Same wiecie jak przez pierwsze tygodnie ten brzuch wygląda. Na sali poporodowej jak zobaczyłam mój brzuch byłam w szoku! No wiedziałam, że nie będzie płaski ale nie spodziewałam się takiego widoku. To było straszne! No ale fakt faktem, że po kilku tygodniach macica wróciła do pierwotnej wielkości i brzuch poniekąd też.

Po powrocie do domu nie miałam w głowie codziennego makijażu czy prostowania włosów. Ważne było by ubrać koszulkę w której łatwo będzie mi karmić. Taki priorytet matki karmiącej. A! I bluzka oczywiście nie za ładna, żeby nie było żal jak dziecku się uleje.

Po połogu poszłam na wizytę do ginekologa. Położna mnie zważyła. Waga mnie ośmieliła, pan doktor pochwalił, że szybko gubię te kilogramy. Podbudowana wróciłam do domu. Wyciągnęłam jeansy z przed ciąży... weszłam! Ba! Nawet się zapięłam. Mąż został z Małą w domu a ja pojechałam na zakupy. Powoli zaczęłam wracać do dawnej siebie... Wiecie, jak kobieta czuje się ładnie to i jest szczęśliwa. A komplementy męża tylko nakręcały mnie do dbania o siebie.

Paznokci nie mam zrobionych. Mam pomalowane swoje naturalne. Osobiście nie wiem jak przy takim maluszku można mieć tipsy. Ale jak kto woli. Ja bym się bała, że dziecko zadrapie albo zrobię inną krzywdę. Włosy farbuję tylko jak ktoś zajmie się Cysią. Siedzę całą godzinę w łazience byleby nie wdychała tego smrodu farby. Maluję się codziennie, choć zrezygnowałam z ciężkich podkładów czy fluidów na rzecz kremów CC. Zazwyczaj stoję przed lustrem z Małą przylepką przy nodze, która też przygląda się w lustrze. Gdybyśmy mieli wannę pewnie i korzystałabym z długich, relaksujących kąpieli w olejkach. Ale mamy prysznic, więc pozostaje 10 minut pod prysznicem... bo 5 minut to przecież trzymam samą odżywkę.

Wracając do włosów. Po porodzie tak wypadały, że prawie byłam łysa. Garściami, wszędzie je gubiłam. Wszędzie je widziałam. Non stop chodziłam w koku a one i tak leżały na dywanie. Odżywki, wcierki, olejki... nie pomagały. Ścięłam do ramion. Trochę pomogło. Jestem 10 miesięcy po porodzie a one nadal wypadają. Nie tak bardzo... ale przy rozczesywaniu lecą. Mam ich połowę mniej niż przed ciążą.

W ciąży przytyłam jakieś 15 kg. Obecnie mam 6 kg mniej niż przed ciążą. Chciałabym zgubić jeszcze kolejne 6 ale ciężko idzie. Może kiedyś się w końcu uda.

Jestem mamą 24/7 ale jestem też kobietą. I staram się tej kobiety nie zgubić. Cieszę się, że w porę "wzięłam się" za siebie i wróciłam do "żywych". Nie chcielibyście mnie zobaczyć miesiąc po porodzie. Dobrze, że nie mam żadnych zdjęć z tego okresu. Ważne, że odnalazłam siebie i w końcu dobrze się czuję w swoim ciele.

Całuję!

2 komentarze:

  1. Uwielbiam czytać Twoje wpisy. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba każda kobieta przeżywa swój wygląd po porodzie... Ja byłam taka nieobecna... Zmęczona, z podkrążonymi oczami. Włosy spinałam w koka i nawet nie myłam ich tak często jak wcześniej. Nie podobało mi się moje ciało więc przestam o siebie dbać. Aż w końcu nadszedł punkt kulminacyjny i powiedziałam stop. No bo jak tak długo można żyć? Długo to trwało... Ale wymieniłam całą garderobę (bo wszystkie bluzki rozciagnelam w czasie ciąży), poszłam do fryzjera (fakt faktem że i tak chodzę w koku bo tak przy Zuzi wygodniej) a paznokcie mam zawsze obcięte na krótko bo zdarza mi się małą podrapać jak się wygłupiamy. Nie wiem jak te mamy z tipsami długimi dają radę :P podziwiam je :D Ważne żeby nie zatracić siebie, co na początku ciąży jest łatwo.

    OdpowiedzUsuń